Radiostacja okolicznościowa

23 września 2014

Ostatnia niedziela lata była świetną okazją do spędzenia czasu w muzeum. Wraz z Piotrem (SP5VJS) postanowiliśmy skorzystać z otrzymanego wiosną znaku okolicznościowego i trochę popracować w muzeum na falach eteru. Precyzyjniej - Piotr miał pracować, a ja miałem być jego wsparciem.
Wyszło - trochę jak zawsze w muzeum. Tzn. Piotr sumiennie grzał radio, ale ja zamiast wspierania stacji, tradycyjnie poszedłem opowiadać gościom muzeum o eksponatach zgromadzonych w placówce.
Wracając do domu pomyślałem, że może warto opowiedzieć coś więcej o tym co kryje się pod hasłem SP0MPTW.
Piotr podjął rękawicę...

Piotrze, „przy radiach” widzimy się w Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej po raz drugi. Skąd pomysł na SP0MPTW?

Wszystko zaczęło się od pomysłu krzewienia wiedzy o osiągnięciach naszego radiowywiadu z okresu wojny z Rosją Bolszewików 1919-1920. Po prostu z chęci połączenia własnej pasji i potrzeby opowiadania o tym doniosłym dziele, jakim było łamanie bolszewickich szyfrów.

Pierwsze spotkanie miało miejsce podczas Nocy Muzeów.

Tak, to było wieczorne spotkanie w dwóch śmigłowcach Mi-2. Razem z kolegami Grzegorzem (SP5UGP), Maćkiem (SP5LCS), Arturem (SP5TAV) i Zbyszkiem(SP5JSZ), uruchomiliśmy dwie radiostacje KF i jedną UKF.

Noc Muzeów w Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej

Łączności się udały?

Jesteśmy z nich zadowoleni, nawiązaliśmy wiele bardzo sympatycznych łączności zarówno z Polskimi jak i z zagranicznymi stacjami. W naszym logu obok polskich stacji jest łączność ze stacją węgierską, estońską, ukraińską, niemiecką, czeską, łotewską i włoską. A to jeszcze nie koniec, bo będziemy się starali korzystać z przyjaznego terenu Muzeum – nasza okolicznościowa licencja ważna jest do maja 2015 roku – zatem zapraszamy do odwiedzenia nas i do wspólnych łączności

Jak oceniasz to co działo się w trakcie tamtej nocy?

To była świetna zabawa. Pomimo dość niekorzystniej pogody przychodziło do nas wiele osób. Mogliśmy porozmawiać i o radiowywiadzie i o naszej amatorskiej przygodzie.
Myślę, że na długo w pamięć zapadnie to wydarzenie, zarówno naszą jak i naszych radiowych rozmówców. Słychać było w ich głosie spore zdziwienie. Ale to zrozumiałe – w którym muzeum uruchomiona została radiostacja okolicznościowa nadająca z pokładu śmigłowca – eksponatu? To miłe, że w tym muzeum udaje się zrobić takie nietypowe atrakcje.

Stacja amatorska. Proszę, wyjaśnij o co w tym chodzi?

Pracujemy nawiązując łączności z innymi stacjami amatorskimi, zarówno w kraju jak i z zagranicą. Sens zabawy nawiązać jak najwięcej łączności, na jak największy dystans, na wielu pasmach. Często nawiązujemy łączności w takich warunkach, gdzie służby profesjonalne powiedziałyby, że warunków technicznych do nawiązania łączności brak. My eksperymentujemy, wymyślamy różne anteny, urządzenia. Jest to hobby wszechstronne – można korzystać z fabrycznego sprzętu, można konstruować swój, można skupić się na jak największej liczbie łączności, a można wymieniać doświadczenia techniczne w gronie znajomych.
Można używać rożnych emisji – można nadawać głosem, czyli fonicznie, ale można na telegrafii, albo innymi modulacjami cyfrowymi, można też przekazywać na odległość obrazy.

Łączności takie potwierdzane są tak zwanymi kartami QSL – gdzie operatorzy pracujących stacji wzajemnie wysyłają sobie kartki z wyglądu podobne do pocztówek, gdzie jest pisemne potwierdzenie nawiązanej łączności. Takie QSL-ki są to indywidualne wizytówki krótkofalowca, często z bardzo ciekawą i unikalną szatą graficzną – i zbieranie ich gdzie można się namacalnie pochwalić nawiązaną łącznością też jest jednym z aspektów naszej zabawy. Oczywiście nasza stacja SP0MPTW też ma takie karty:

Karta QSL w Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej Karta QSL w Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej

Jaki sens łączności w dobie komórek, telefonów satelitarnych, internetu?

Po pierwsze to przyjemność z nawiązania łączności własnym sprzętem, czy z własnej anteny. Ale różnica pomiędzy taką łącznością na falach krótkich a telefonem satelitarnym czy komórkami jest zasadnicza. W tych wszystkich współczesnych tak dostępnych systemach łączności pośredniczy "sieć", albo satelita. Na pewno każdemu zdarzyło się, że nie mógł się połączyć bo "nie było zasięgu".
Natomiast łączność amatorska na falach krótkich zazwyczaj jest realizowana bez pośrednictwa "sieci" czy innych stacji. Udział bierze nadawca i odbiorca – zatem żadna sieć czy satelita nam nie jest potrzebny. I tu kolosalna przewaga takiej łączności – gdy przyjdzie klęska żywiołowa i sieci komórkowe przestaną działać, czy zawiedzie satelita my dalej nawiążemy łączność. Dlatego krótkofalowcy współpracują z organizacjami rządowymi i wspomagają je swoją siecią łączności która wielokrotnie się sprawdzała w takich sytuacjach.

Jak dziś można zacząć?

Najprościej znaleźć w swojej okolicy klub krótkofalowców. Tam pod okiem operatora można nawiązać łączności ze stacji klubowej, dokonać nasłuchów, nauczyć się potrzebnej wiedzy radiotechnicznej jak i radiooperatorskiej. Będzie to podstawa do zdania egzaminu i uzyskania uprawnień koniecznych do otrzymania zezwolenia radiokomunikacyjnego które umożliwia pracę pod własnym znakiem. Tu należy zaznaczyć, że pomimo powszechnego dostępu do urządzeń nadawczych i nadawczo-odbiorczych nadawanie przy ich użyciu bez wymaganych zezwoleń jest zabronione i karane. Wyjątkiem są tu urządzenia dopuszczone do powszechnego użytku jak CB radio, czy urządzenia LPD.

icom735 w Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej

Znak stacji jest związany z muzeum?

Jak najbardziej tak. Znak składa się z prefiksu – SP – przypisanego Polsce, oznaczenia cyfrowego 0 – dla stacji okolicznościowej i sufiksu MPTW – wziętego z nazwy muzeum w którym pracujemy. Działalność nasza ma pokazać wolontariacką współpracę z muzeum i upamiętnić pracę polskiego radiowywiadu, który przyczynił się do wygrania wojny w 1920 roku.

Polski radiowywiad brzmi to współcześnie, a na czym to wtedy polegało?

W zasadzie nic się nie zmieniło. Już wtedy Polacy wykorzystali wszystkie możliwości tak zwanej dzisiaj wojny radioelektronicznej. Czyli podsłuchiwaliśmy wrogie nam stacje i przechwytywaliśmy ich depesze. Już na tym etapie można mieć bardzo dużo ważnych danych - jeśli wiemy ile jest aktywnych stacji to możemy oszacować o sile wojska. Korzystając z goniometrii, czyli namierzając skąd pochodzi nadawany sygnał przez kilka stacji odbiorczych jesteśmy w stanie określić położenie geograficzne nadajnika – zatem wiemy gdzie w tym momencie jest wróg. Obserwując jego pozycję systematycznie – wiemy jak się przemieszcza. A takie stacje radiowe zawsze towarzyszyły sztabom.
Możemy też korzystając ze swoich nadajników nadawać na częstotliwościach wrogich stacji, tym samym paraliżując ich łączność. I to wykorzystaliśmy.
Polacy poszli wówczas dalej – dzięki pracy późniejszego podpułkownika Jana Kowalewskiego genialnego kryptoanalityka amatora – rozszyfrowali Rosyjskie kody i odczytywali zaszyfrowane depesze przekazywane przez rosyjskie stacje. Tu należy się wielkie uznanie dla Jana Kowalewskiego i osób ze ścisłego kierownictwa kraju potrafiących dostrzec w tak nowoczesnej wówczas dziedzinie broń na wagę wygrania wojny.
Warto również przypomnieć o zastosowaniu w tamtym czasie po raz pierwszy w naszej historii techniki, którą dzisiaj nazywamy wojną radioelektroniczną. 15 sierpnia, kiedy to oddziały Wojska Polskiego przystąpiły do uderzenia wzdłuż rzeki Wieprz, dzięki pozyskanej wcześniej wiedzy o organizacji sieci łączności radiowej wojsk bolszewickich można było łączność bolszewików skutecznie wyłączyć.

Karta złamanego szyfru w Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej

W jaki sposób udało się to zrobić?

Dzięki pracy Biura Szyfrów i podległym jemu radiostacji nasłuchowych, Sztab Wojska Polskiego znał bolszewickie częstotliwości radiowe na których procowały poszczególne dywizje, sztaby korpusów, armii czy też stacje radiowe sowieckiego dowództwa. Aż do tamtego dnia nie zakłócaliśmy łączności wroga. Tylko słuchaliśmy go, nie zdradzając faktu, że wiemy jak jest zorganizowany. I tego pamiętnego dnia, nasze stacje nadawcze odezwały się pełną mocą właśnie na rozpoznanych wcześniej częstotliwościach stacji wroga. Emisja radiowa wprowadziła tak duże zakłócenia w eterze, iż stacje bolszewików nie był w stanie zrozumieć własnej korespondencji.

Szybkosc lamania kodow w Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej

To było niewątpliwie duże zaskoczenie dla przeciwnika. Czego trzeba użyć aby być tak skutecznym?

Pisma Świętego :) - tak tak, to nie żart. Aby zakłócanie było skuteczne należało dużą mocą nadawać telegrafią jakiś tekst. Na falach eteru sygnał skutecznie „mieszał” się z emisją stacji wroga. Operatorom łatwiej było nadawać konkretny tekst, niż wymyślać coś z głowy. Zwłaszcza przez kilkadziesiąt godzin emisji. Wybrano więc długi tekst będący pod ręką, ale myślę, że wybór Pisma Świętego nie był przypadkowy – ot takie dodatkowe przesłanie do bolszewików.

Skąd wiadomości o sile radiowywiadu podczas wojny z bolszewikami 1919-1920?

Odkrycie tej historii jest stosunkowo świeże. W połowie lat 90 ubiegłego wieku pojawiały się co prawda jakieś strzępki informacji o łamaniu szyfrów sowieckich, ale dopiero tytaniczna praca w archiwach profesora Grzegorza Nowika rozjaśniła ten fragment naszej historii.
Profesor Nowik odnalazł w archiwach dokumenty świadczące o całej akcji, posegregował i opracował je. Trzeba pamiętać, że temat ten był bardzo utajniony i o fakcie dekryptażu wiedziało bardzo ścisłe grono osób. Nie ujawniało źródeł swoich informacji o przeciwniku. Bez ścisłej tajemnicy akcja nie miałaby sensu. Stąd tak późno historycy o niej się dowiedzieli.
Grzegorz Nowik opublikował na ten temat dwie księgi (z nich pochodzą fragmenty będące ilustracją w naszym tekście) „ Zanim złamano Enigmę” tom pierwszy „Polski radiowywiad podczas wojny z bolszewicką Rosją 1918-1920 i tom drugi „... Rozszyfrowano Rewolucję”. Są to szalenie ciekawe monografie, gdzie z wielka starannością pokazane są historyczne fakty. Wiedza ta stopniowo się przebija do naszej świadomości, podważając promowaną przez lata przez władze komunistyczne określenie "cudu nad Wisłą" – gdzie pokazywany jest obraz Naczelnego Wodza, jak stawiał pasjansa i wymyślał plan walki, która cudem się udała. Okazuje się że była to wielka praca wywiadowcza i planistyczna, i nic nie zostało zostawione przypadkowi.

Analiza depesz w Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej

To chyba w dalszym ciągu mało znana historia?

Jak wszystko co wywraca nasze postrzeganie do góry nogami wiedza ta przebija się wolno.
Rażą w dalszym ciągu niektóre rzeczy – sam miałem nieprzyjemność zobaczyć przedstawienie tych faktów w filmie Jerzego Hoffmana "1920 Bitwa Warszawska", gdzie działanie radiowywiadu i Jana Kowalewskiego jest pokazane w sposób fatalny - trzęsąc się ze strachu Kowalewski przynosi jedną jedyną rozszyfrowaną depeszę, Marszałek grozi w przypadku pomyłki urwaniem głowy, a dwóch dziwnych typów zakłóca rosyjską łączność. Trochę więcej bym wymagał od uznanego dokumentalisty... Tym bardziej, że choć w Biurze Szyfrów królował Amator to nie było w jego pracy amatorki! Sukcesy Biura Szyfrów z lat 1919- 1920 stworzyły podwaliny pod kolejne prace z dziedziny kryptoanalizy i radiowywiadu.

Czym zaowocowały prace w dalszych latach?

Złamaniem przez naszych matematyków pracujących w Biurze Szyfrów niemieckiej ENIGMY! A co to oznaczało dla losów wojny 1939-1945 wyjaśniać już nie trzeba.

Enigma w Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej

Piotrze, w niedziele spotkaliśmy się w bardzo kameralnym gronie po raz drugi.

Tak bo miałem ochotę i możliwość popracować chwilkę. Rozwiesiliśmy antenę w innym miejscu, tak aby mogła tam powisieć dłużej i być gotowa na następna pracę. Na same łączności zbyt wiele czasu nie zostało, a i propagacja tego dnia była nieciekawa, ale udało się zrobić kilkadziesiąt łączności, głównie na paśmie 40m. Cieszyłem się z nawiązania łączności ze stacjami okolicznościowymi upamiętniającymi program telewizyjny SONDA, ale też miłym zaskoczeniem była odpowiedź na moje wywołanie stacji polskojęzycznej o znaku wywoławczym UR5XBH – operator Włodek a stacja z Ukrainy – z miasta Żytomierz.

Nie korci Cię uruchomienie wojskowych stacji radiowych będących w ekspozycji Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej?

To przewrotne pytanie. Znam się trochę na elektrotechnice, coś tam potrafię lutować. Z technicznego punktu widzenia uruchomienie muzealnych stacji nie jest problemem. Kłopot jest w organizacji czasu na takie przedsięwzięcie. Bo przecież mając w rękach eksponat muzealny nie podłącze go od razu do zasilania. Sprzęt będzie wymagał włożenia określonej pracy przed uruchomieniem. Owszem, jak patrzę na wozy dowodzenia stojące obok An-2 to myślę sobie, że fajnie by było zaadoptować takiego SKOTA i przywrócić mu sprawność techniczną. Ale do tego potrzeba zespołu ludzi. Nie sztuką jest coś „rozgrzebać”. Trzeba doprowadzać sprawy do końca.

Ale kto wie co przyniesie przyszłość. Może muzeum wzbogaci się o stację radiową z czasów dwudziestolecia międzywojennego. Taka stacja pracująca obecnie – to by była prawdziwa perełka! Na razie postaram się bywać częściej w muzeum i robić łączności spod znaku SP0MPTW.

Piotrze - dziękuje za rozmowę!

Autor wpisu: z Piotrem SP5VJS rozmawiał Tomek