Defilada oczami wolontariusza

7 września 2014

Dla wielu z nas całe przedsięwzięcie, zaczęło się już 14 sierpnia, załadunkiem i transportem sprzętu w okolice miejsca docelowego –proces zakończyli ok 23:00. Ja byłem jednym ze szczęśliwców, którzy mieli punkt zborny w centrali MWP 15-ego o 6:00. Pierwsza wersja mówiła o 4:30 co biorąc pod uwagę, iż defilada miała ruszyć ok 12:00 było trochę przesadzone, a w tej perspektywie barbarzyńska szósta rano okazała się fantastyczna wiadomością!

Dawno nie byłem w centrum Warszawy o tej porze, vis a vis MWP w jakimś lokalu jeszcze grała muzyka, a ludzie się skarżyli na nocne hałasy ciężkiego sprzętu przy Sobieskiego…

O 6-ej z minutami zabraliśmy FT-17 i TKSa z al.Jerozolimskich i wyruszyliśmy w al. Ujazdowskie.Po dotarciu w okolice placu Trzech Krzyży rozładowaliśmy TKSa, przy okazji mieliśmy okazję podziwiać ciekawą procedurę rozładunku (wkrótce na filmie). Po kilku manewrach TKS mógł podążyć(już o własnych siłach) na miejsce startowe(kawałek dalej, w ciągu al. Ujazdowskich). Fajnie było obserwować tego malucha poruszającego się wśród ruchu ulicznego, co prawda ulica była zamknięta dla normalnego ruchu, jednak poruszało się po niej sporo zwykłych nowoczesnych podjazdów z obsługi defilady. Przyszła pora na renówkę, którą w międzyczasie kierowca załadował na ciągnik i ruszyliśmy w kierunku placu na rozdrożu. Gdzie proces rozpoczął się od nowa, (zdjęcie platformy, odczepienie i zjechanie).Tutaj nasz karaluch został ustawiony przed replikami FT-17 i można było się pobawić w znajdowanie różnic pomiędzy nimi – podpowiem, że było więcej niż 10.

Z jednej strony ucieszył mnie widok czołgów, na ostrych gąsienicach (dwie repliki FT-17 i 7TP jadące przed nami), które jak się okazało zostawiają tylko delikatne ślady – właściwie zadrapania jakby ktoś kamieniem rysował kreski - na nawierzchni, z drugiej zabolało mnie, iż nasz karaluch jedzie na gumach, które nie tylko obciążają mocno cały układ napędowy (to był powód zgaśnięcia silnika pod belwederem) ale sprawiają, że wygląd czołgu nie jest w 100% historyczny. To było ok godziny 7:00 mieliśmy mnóstwo czasu na rozmowy z widzami, którzy już zaczęli się zbierać. Pojawiła się również ekipa z TVNu (notabene bardzo sympatyczna -pozdrawiam sąsiadów fortu) celem przeprowadzenia wywiadu z Mirosławem Zientarzewskim. Jak chwilę później wynikło z rozmowy skład był bardzo dobrze dobrany, gdyż jak się okazało operator kamery bierze udział w rekonstrukcjach historycznych, słowem – swój chłop!

Gdzieś w miedzy czasie,pojawili się funkcjonariusze BORu i sprawdzili, za pomocą szkiełka i nosa,pojazdy pod kątem zagrożeń pirotechnicznych. A tak precyzyjnie to był wysięgnik z lusterkiem i latarką oraz pies. Nie specjalnie zainteresował panów mój plecak, ale w sumie nie mówiłem (ani nie wyglądałem) że będę jechał w defiladzie. Fakt, że nie byłem(jeszcze) ubrany w strój adekwatny do pojazdu,przysporzył mi również pewnych kłopotów chwilę później – funkcjonariusz Żandarmerii Wojskowej chciał mnie wyprosić za ogrodzenie, na szczęście dał się przekonać, iż jestem członkiem ekipy i zaraz dojedzie mój kombinezon.

Było ok 8:30 – czekamy dalej, i nie przestajemy odpowiadać na pytania dot. Renault FT-17, gawędzić z coraz liczniejszą publicznością.

12:00 Do wozu! Rusza defilada. Pojazdy zabytkowe jechały na końcu więc mieliśmy przyjemność obejrzeć większość sprzętu i wojsk z bardzo dobrego punktu. Większość ponieważ część ruszała z odcinka, który mieliśmy za chwilę pokonać. Jedziemy, niestety siedząc z tyłu pomiędzy plecami kierowcy a chłodnicą silnika, nie miałem zbyt dobrego punktu obserwacyjnego, ale wspomagałem się małą kamerką, którą wystawiałem przez właz w wieżyczce – ten materiał pojawi się wkrótce.

Karaluch dojechał do Belwederu! Nie było to wcale oczywiste, ponieważ ostatnio tak długi odcinek(wtedy nawet dużo dłuższy) jechał 11 listopada 2013, ale było wtedy dużo chłodniej,a przy jego prędkościach (<7km/h) wydajność chłodzenia jest bardzo niska, i obawialiśmy się przegrzania, a w konsekwencji wyłączenia silnika. Na szczęście wszystko przebiegło dobrze i mogliśmy się zameldować u Prezydenta Komorowskiego, który zgodnie ze swoim zwyczajem – zresztą bardzo miłym -przywitał nas osobiście jako pierwszy. Nawiasem mówiąc Pan Komorowski przy okazji projektu Renault FT-17 dał nam się poznać, jako osoba z pasją. Pasją tą jest oczywiście historia, która zaowocowała sprowadzeniem FT-17 do Polski, a następnie remontem w Warszawie – za co jeszcze raz bardzo dziękujemy.

12:20 placyk pod Belwederem, umożliwiamy gościom pałacu obejrzenie eksponatu i oczywiście prowadzimy wiele ciekawych rozmów na ten temat. Wiele bo odwiedziła nas chyba większość znakomitych gości Prezydenta, nie sposób wymienić wszystkich, bardzo mili ludzie. Wśród nich mocno wyróżniał się dyrektor „Tank Museum” w Bovington. Mocno, ponieważ nie sposób było się nie zorientować kim jest, miał słomkowy kapelusz, z opaską na której widniał stosowny napis oraz krawat z deseniem w logo i napis „The Tank Museum”. Chwile po 16-ej już chyba nikogo z gości prezydenckich nie było, na szczęście Prezydent częstował jabłkami, bo mimo zaproszenia na poczęstunek – zwyczajnie nie było czasu skorzystać, zbyt wiele osób chciało obejrzeć czołg i porozmawiać – w końcu po to tam byliśmy.

Ok. 16:30 Przyjechał nasz transport, czyli wszystko od nowa: załadunek i wyjazd na fort, gdzie rozładowaliśmy renówkę i ustawiliśmy w miejscu docelowym. Udział w imprezie był dużym wyróżnieniem dla mojej skromnej osoby, za co chciałem podziękować Mirsoławowi Zientarzewskiemu, i mimo iż ten dzień był naprawdę długi, to wróciłem do domu z uśmiechem na ustach.

Zapraszam do obejrzenia fotoreportażu w galerii, oraz filmu z przejazdu al. Ujazdowskimi.

Autor wpisu: Maciek z www.strzelbicki.pl